Paw i papuga

indian-peafowlDzisiejszy sposób ubierania się idzie w dwóch pozornie sprzecznych kierunkach, które jednak często interferują, czyli wzajemnie się na siebie nakładają.

Po pierwsze: moda, czyli dążenie do pewnego ujednolicenia. Ktoś z nie bardzo znanych powodów orzeka, na przykład, że wiosną danego roku modny jest kolor fioletowy. I wszystkie damy i nie tylko damy, które pragną być modne, ubierają się na fioletowo do czasu, aż ktoś inny powie, że teraz modny jest kolor żółty. Dopóki chodzi tylko o dominację pewnego łagodnego koloru albo deseniu, nie wydaje się to groźne. Problem w tym, kiedy proponowane stroje są brzydkie albo, co najgorsze, niemoralne, a miliony kobiet ubierają się tak, „bo to modne”.

Jest czymś zastanawiającym, dlaczego miliony niegłupich niewiast niczym papugi oszpecają się i ulegają najdziwaczniejszym kaprysom jakiegoś podejrzanego indywiduum, zwanego dyktatorem mody (jeden z nielicznych akceptowanych w dzisiejszym świecie jawnych dyktatorów). Jest to tym bardziej zastanawiające, że spora część owych dyktatorów z powodu ułomności moralnej, a może i psychicznej, nie jest osobiście zainteresowana kobietami, jakoś trudno zatem uwierzyć, że zależy im na dobru kobiet i na tym, żeby kobiety ładnie wyglądały. Jednak, jak wiadomo, większość ludzi nie lubi się wyróżniać i stara się dostosować do otoczenia, a dodatkowo już starożytni mówili, że każda, nawet najgłupsza idea znajdzie swoich zwolenników.

Z drugiej strony pojawiają się licznie przeciwnicy dyktatu jednolitej mody, którzy proponują, niestety, lekarstwo gorsze od choroby, a mianowicie, coś, co nazywają indywidualnym stylem. Jako że liczba środków służących do budowania tego tak zwanego indywidualnego stylu jest mocno ograniczona, ponieważ ograniczona jest liczba elementów garderoby, ich wzór, fason i kolorystyka, „tworzenie własnego stylu” polega najczęściej na eklektycznym mieszaniu najróżniejszych części odzieży bez ładu, składu i nijakiego porządku, co ma rzekomo służyć „wyrażaniu siebie”, a w rzeczywistości sprawia wrażenie, jakby dana osoba była nie tyle ubrana, co przebrana na bal gałganiarzy.

„Indywidualnym stylem” ma być zatem włożenie rano koktajlowej sukienki z cekinami i dużym dekoltem, do której dodaje się dżinsy z dziurami na kolanach i ciężkie buty do wspinaczki górskiej albo też kraciasta marynarka do koszuli w kratkę, spod której wystaje pomarańczowy podkoszulek. Oczywiście, z żadnym stylem nie ma to nic wspólnego. Staranniej, z większym smakiem i harmonią byli ubrani parkowi dozorcy, lokaje i pokojówki sto lat temu. Gdyby zaś rzeczywiście taki sposób ubierania się miał wyrażać czyjąś osobowość, należałoby dyskretnie zapłakać nad pstrokatym chaosem duszy i umysłu osoby tak ubranej.

Joanna i Bronisław Jakubowscy
Fot. http://www.peafowl.org

Pokaż mi, w co się ubierasz, a powiem ci, kim jesteś

Screen Shot 2013-11-05 at 5.43.20 PMUbranie ma jeszcze jedną funkcję, którą można by nazwać społeczną.

Całkiem niedawno po ubraniu można było poznać, z człowiekiem jakiego stanu mamy do czynienia. Rodzaj stroju, materiał, krój, a nawet kolorystyka wskazywały na grupę społeczną i zawód czy zajęcie danego człowieka. Bardzo wyraźnie widać to, na przykład, w przedwojennych książkach Agaty Christie czy felietonach Stefana Wiecheckiego (Wiecha). Ubranie było swoistym kodem kulturowym.

Było to bardzo wygodne, ponieważ pomagało uporządkować obraz świata, pozwalało zwrócić się do danej osoby we właściwy sposób. Piszemy: „było”, ponieważ, niestety, ta funkcja odzieży uległa nieomal całkowitej dezintegracji. Jej szczególną pozostałością jest strój duchowny, który, co z przykrością stwierdzamy, również ulega coraz głębszej erozji — niekiedy duchowni ubierają się już po prostu jak świeccy (nie: prawie jak świeccy). Innym przykładem takiego stroju są rozmaite mundury, coraz rzadziej noszone poza służbą, a także różne szczególne stroje, też zakładane wyłącznie podczas pracy a nie na co dzień (o ileż łatwiej rozpoznać w restauracji kelnera, jeśli nosi on frak i czarną (sic!) muszkę).

Poza tym istnieją jeszcze szczątkowe elementy takiej społecznej funkcji stroju. Podobno menedżerowie wysokiego szczebla rozpoznają się po sprowadzanych z Londynu butach, ale to już raczej nie kod kulturalny, tylko kod dla wtajemniczonych.

Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych przejeżdżałem autobusem bodajże linii 174 w pobliżu Dworca Centralnego w Warszawie. Na wysokości ulicy Nowogrodzkiej zauważyłem kobietę, którą w pierwszym momencie wziąłem za szaloną lub samobójczynię, ponieważ wydawało się, że chce wtargnąć na jezdnię. W następnych sekundach zdałem sobie jednak sprawę, że właśnie widziałem kobietę lekkich obyczajów, co rozpoznałem po wulgarnym, tandetnym stroju. Kiedy w kilka lat później na Ochocie dwie podobnie ubrane niewiasty wsiadły do autobusu, zastanawiałem się przez moment, czy nie parają się one podobnym procederem, ale nie byłem w stanie tego rozstrzygnąć, bo przy wulgarnym stroju zachowywały się całkiem zwyczajnie. Dzisiaj codziennie widuję na ulicach dziesiątki kobiet, które z pewnością uczciwie zarabiają na chleb, natomiast ich ubiór jest bardziej wulgarny niż strój nierządnic w latach dziewięćdziesiątych.

Niestety, w przypadku niemal całości społeczeństwa nie da się już odgadnąć, kim z zawodu jest dany człowiek ani do jakiego stanu należy. Kierowca autobusu bez wykształcenia bywa ubrany staranniej niż większość jego pasażerów, którzy często szczycą się tytułem magistra, a nawet stopniem doktora, i zajmują całkiem odpowiedzialne stanowiska w swoich biurach. Świat ubioru jawi się dzisiaj jako pstrokaty obraz chaosu.

Joanna i Bronisław Jakubowscy

Od Adama i Ewy

Adam-and-EveChyba nie za często zastanawiamy się nad funkcją ubioru. Jeżeli jednak zapytać kogoś o tę kwestię, z pewnością wymieni ochronę ciała przed warunkami pogodowymi (chłód, śnieg, deszcz, ostre słońce), a także, zwłaszcza w przypadku białogłów, podkreślenie urody.

Oczywiście, wszystko to prawda. Ubranie posiada takie funkcje i są one ważne. Niemniej jednak, można odnieść wrażenie, że prymarną, czyli zasadniczą funkcją odzieży jest ochrona ludzkiej intymności, to znaczy, funkcja czysto moralna.

Kiedy w historii człowieka pojawia się odzież? Pojawienie się odzieży jest skutkiem grzechu pierworodnego. Pismo Święte powiada: A byli oboje nadzy, to jest Adam i żona jego, a nie wstydzili się (Genesis 2, 25). Sytuacja ta dotyczy stanu sprzed grzechu pierworodnego, natomiast po pierwszym upadku człowieka ulega zasadniczej zmianie: I otworzyły się oczy obojga; a gdy poznali, że byli nagimi, pozszywali liście figowe i poczynili sobie zasłony (Genesis 3, 7). Jedyną okolicznością, jaka uległa w tym przypadku zmianie, był grzech pierworodny, ponieważ warunki klimatyczne pozostawały takie same jak godzinę wcześniej. Zatem przed grzechem pierworodnym odzież była niekonieczna, po grzechu stała się koniecznością. Stąd wniosek, że ubranie ma przede wszystkim znaczenie moralne. Jego zadaniem jest chronić ludzką wstydliwość i skromność (w znaczeniu szóstego przykazania). Nagość i stan bliski nagości dopuszczalne są jedynie wobec współmałżonka (małżonkowie stają się jednym ciałem) i w wyjątkowych sytuacjach, jak, na przykład, konieczne badania lekarskie. Poza tym, ubranie ma zakrywać znaczącą część naszego ciała, które jest świątynią Ducha Świętego.

Oczywiście, w chłodniejszym klimacie ubranie chroni również ludzkie ciało przed nieprzyjemnymi warunkami pogodowymi. Nie należy jednak zapominać, że nie jest to jego jedyna ani nawet podstawowa funkcja, ponieważ w przeciwnym wypadku w wielu krajach świata ubranie mogłoby stać się czymś fakultatywnym. Nie da się też ukryć, że można ubierać się nieskromnie nawet w krajach o klimacie dużo chłodniejszym od Polski.

Ubranie może również podkreślać wygląd i tuszować pewne jego niedoskonałości. Nie ma w tym nic złego, dopóki pozostaje ono skromne, a jego funkcja upiększająca nie zaczyna się stawać celem samym w sobie.

Zastanówmy się teraz, ile czasu poświęcamy temu, żeby nasze ubranie było ciepłe, wygodne, ładne, tanie, ile zaś kwestii, czy jest ono dostatecznie dobrym i starannym okryciem Ducha Świętego. Ile razy mówimy do siebie nawzajem i do naszych dzieci: „Tylko się ciepło ubierz!”, „Ubierz się ładnie”, ile zaś: „Ubierz się skromnie”, „Pamiętaj, żeby ubierać się tak jak powinien ubierać się katolik”. Warto się nad tym zastanowić.

Joanna i Bronisław Jakubowscy

O czym będziemy pisać?

Zwykle najtrudniej jest zacząć. Moglibyśmy zacząć, na przykład, tak: „Wpadliśmy na genialny pomysł, którym chcemy się z Wami podzielić”. Nie, to zbyt skromne. To może: „Zwróciła się do nas grupa towarzyszy z komitetu zatroskanych stanem współczesnej mody”? Coś nam to przypomina, ale też źle, a nawet głupio, bo przecież nie znamy żadnych towarzyszy z komitetu. W takim razie może tak: „Dawno temu za górami, za lasami”? Nie, nie piszemy przecież bajek.

Może powiemy zatem, jak było naprawdę. Rzeczywiście zwrócono się do nas z prośbą o napisanie kilku tekstów na temat sposobu ubierania się, czyli, mówiąc, krótko, odzieży.

„Zaraz, zaraz…”, przerwie zapewne ktoś. „To będziecie pisać o modzie?”

„Niezupełnie, niecierpliwy Czytelniku” — odpowiemy z wysoką ku(l)turą osobistą i z godnością. I przejdziemy do wyjaśnień.

Z pewnością nie będzie to jeszcze jeden blog modowy, to znaczy, że nie można będzie tutaj znaleźć inspiracji co do pasków, ciapek, groszków, prążków czy deseni, mających sprawić, żeby w poszukiwaniu własnego indywidualnego stylu jak najmniej odróżniać się od innych takich poszukiwaczy.

Nie będą to również opowieści z branży tekstylnej na temat włókien stosowanych w ubiorach ani na temat budowy maszyn przędzalniczych, szwalniczych i dziewiarskich.

Zasadniczo nie będziemy również zajmować się szczegółowym savoir-vivre’em. Oznacza to, że nie będziemy przypominać Czytelnikom pochwalanych przez nas skądinąd zasad, że skarpetki powinny być ciemniejsze o ton od spodni a nie od butów, że z trzech guzików marynarki środkowy zapina się zawsze, dolnego nigdy, a jeśli chodzi o najwyższy, panuje dowolność, że jeśli dobieramy koszulę, krawat i marynarkę, to o ile jeden z tych elementów ma jakiś wzór, to pozostałe powinny być gładkie, żeby nikogo od patrzenia nie rozbolały zęby, i tak dalej.

Nie będzie to również zbiór ciekawostek na temat dawnych czy też egzotycznych elementów stroju, epatujący Czytelników z cudzoziemska brzmiącymi nazwami bądź opisujący historię szapoklaka czy mufki.

A równocześnie w naszych tekstach będziemy mówić o wszystkich tych kwestiach po trochu.

Zamierzamy bowiem przedstawić świat odzieży i ubiorów od strony etyczno-estetycznej, to znaczy, co wspólnego może mieć sposób ubierania się z moralnością, jak powinien ubierać się katolik, czyli, krótko mówiąc, jak ubiór może stać się jedną z rzeczy pomagających lub przeszkadzających w dojściu do nieba.

„To naprawdę ubranie może mieć coś wspólnego z religią?”, słyszymy już chór głosów zaskoczonych Czytelników, a zwłaszcza Czytelniczek, choć mamy wrażenie, że niektóre dźwięki w tym chórze pobrzmiewają fałszywie.

„Może”, odpowiadamy krótko. A dokładniej zajmiemy się tym już w następnym odcinku.

Joanna i Bronisław Jakubowscy

Mantylki.pl partnerem warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi

O_warsztatach_Ars_Celebrandi_-_2015-03-11_10.58.05

Miło nam poinformować, że nasz sklep został partnerem warsz­ta­tów litur­gicz­nych Ars Cele­brandi 2015. W cza­sie warsz­ta­tów będzie można nauczyć się cele­bra­cji Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, posługi mini­stranc­kiej oraz wziąć udział w sze­ro­kiej ofer­cie warsz­ta­tów muzycznych.

II edy­cja warsz­ta­tów Ars Cele­brandi odbę­dzie się w dniach 16–23.08.2015 roku w Liche­niu, na tere­nie naj­więk­szego w naszym kraju sank­tu­arium maryj­nego. Jego cen­trum sta­nowi Bazy­lika Matki Bożej Licheń­skiej, a codzienną posługę peł­nią tu Księża Maria­nie. Dzięki życz­li­wo­ści ks. Kusto­sza, na codzienne litur­gie spra­wo­wane wg. nad­zwy­czaj­nej formy rytu rzym­skiego, zosta­nie prze­zna­czony kościół pw. Matki Bożej Czę­sto­chow­skiej oraz kilka sąsia­du­ją­cych kaplic.

Orga­ni­za­to­rem warsz­ta­tów jest sto­wa­rzy­sze­nie Una Voce Polonia.

Czy kobiety naprawdę muszą nakrywać głowę w kościele?

pio

Jestem kobietą, chodzę na Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego i nakrywam głowę w kościele. Czemu to robię? Nie dlatego, że tego wymaga prawo, gdyż zapisy o obowiązku nakrywania przez kobiety głów w kościele zniknęły z prawa kanonicznego w latach 80. Nie dlatego, że ktoś mnie zmusza, bo takiego przymusu nie ma w dzisiejszych czasach ani ze strony księży, ani ze strony społeczeństwa. Nie jest to spowodowane modą czy czymś podobnym, zresztą w dzisiejszym świecie trudno sobie wyobrazić modę na nakrywanie głowy podobnie jak trudno wyobrazić sobie modę na skromne ubrania, dłuższe spódnice dla pań itp. Więc po co właściwie? Czy moja modlitwa będzie gorsza bez mantylki? Czy Msza św. przyniesie mojej duszy mniej pożytku, jeśli nie będę miała czegoś na głowie? Oczywiście że nie! Więc o co chodzi?

Na blogu Edwarda N. Petersa poświęconym różnym zagadnieniom prawa kanonicznego, znalazłam ciekawy wpis, w którym autor przytacza wypowiedź Rajmunda kard. Burke’a, dotyczącą omawianego tematu. Jest to fragment listu, jaki kardynał Burke napisał w odpowiedzi na zadane mu pytanie, czy kobiety muszą nosić w kościele nakrycie głowy. Postaram się przetłumaczyć jak najwierniej cytowany fragment:

Noszenie przez kobiety nakrycia głowy nie jest wymagane, kiedy kobieta uczestniczy we Mszy św. w zwykłej formie rytu rzymskiego. Istnieje jednak oczekiwanie, że kobiety uczestniczące we Mszy w NFRR będą nakrywać głowy, tak jak było to praktykowane do czasów gdy obowiązywał Mszał Rzymski z 1962 r. Nie jest jednak grzechem, jeśli kobieta uczestniczy we Mszy św. w NFRR bez nakrycia głowy.

Nic dodać, nic ująć – to jest właśnie dokładnie to, o co chodzi. Przychodzę na starą Mszę, choć już przecież nie trzeba – jest nowa. Przystępuję do Komunii św. na klęczkach, choć można już dziś na stojąco, a nawet na rękę. Zachowuję post w Wigilię i dawniej przestrzegane Suche Dni, choć formalnie nie jest to już przecież konieczne. Można tak wyliczać jeszcze wiele praktyk, które tradycjonaliści szanują i zachowują, choć formalnie nie ma już takiej konieczności. Tak samo jest z nakryciem głowy. Owszem nie ma już obowiązku, ale jest przywiązanie do tradycyjnej pobożności, jest to głębokie poczucie słuszności tej tradycji i wreszcie jakieś wewnętrzne przekonanie, że kobieta z nakrytą głową jest skromniejsza, bardziej pokorna i uniżona przed obliczem Najwyższego.

AT

Ks. Jacek Bałemba: Stosowny strój w kościele

Wśród haseł zwodniczych i rozpowszechnionych, którymi nurt rewolucyjny posługuje się w celach destrukcyjnych, jest i to: „Nieważne to, co zewnętrzne, ważne to, co w sercu”. Ten postulat, który nie liczy się z duchowo-cielesną strukturą człowieka, został bezkrytycznie zasymilowany przez wielu katolików. Skutki są takie, że rozpowszechnił się i nadal się rozpowszechnia grzech nonszalancji, zwłaszcza w sferze kultu. Problem dotyczy między innymi ubioru.

Jak to się dzieje, że w kontaktach dyplomatycznych, urzędowych, uniwersyteckich i artystycznych przykłada się niejednokrotnie większą wagę do godnego stroju, aniżeli w kontekście spraw najświętszych – modlitwy, kultu, kościoła, Mszy Świętej? Ubiór świadczy o szacunku, bądź o jego braku, dla osoby, wobec której się znajduję. Jest jeszcze kwestia okoliczności i stosowności adekwatnej do czasu i miejsca. Mówimy: strój świąteczny. W sobotę wieczorem wypastowane buty stoją już przygotowane do kościoła. Pięknie, rodzinnie i po Bożemu.

Rzymski katolik nie prezentuje bylejakości stroju. O nieprzyzwoitości nawet nie mówimy. Rzymski katolik nie prezentuje bylejakości stroju w kościele. Rzymski katolik przywiązuje wagę do godnego stroju, zwłaszcza wtedy, kiedy wybiera się na Mszę Świętą. Dotyczy to dorosłych – mężczyzn i kobiet, oraz młodzieży i dzieci.
Jest kwestia zróżnicowania: inaczej ubierają się mężczyźni a inaczej powinny ubierać się niewiasty.
Także idąc do kościoła, inaczej ubierają się mężczyźni a inaczej powinny ubierać się niewiasty.
Zróżnicowanie, o którym mowa nie jest arbitralnym i przypadkowym, oddolnym wyborem, ale ma swój obiektywny fundament w zamyśle Bożym:
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27).
Zróżnicowanie jest szlachetną powinnością – zawsze w połączeniu z kryterium stosowności, przyzwoitości, skromności oraz dyskretnego piękna i godnej elegancji.

Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele jest wyrazem jej pokory wobec majestatu Pana Boga.
Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele jest wyrazem jej szacunku dla Pana Boga.
Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele przynosi więcej dobrych owoców niż niejedno kazanie.

Mówiąc o szlachetnym zróżnicowaniu, pisze św. Paweł między innymi o takich szczegółach: „Osądźcie zresztą sami! Czy wypada, aby kobieta z odkrytą głową modliła się do Boga? Czyż sama natura nie poucza nas, że hańbą jest dla mężczyzny nosić długie włosy, podczas gdy dla kobiety jest to właśnie chwałą?” (1 Kor 11, 13-15).
Tenże Apostoł tak poleca: „Kobiety – w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności” (1 Tm 2, 9-10).

Kwestia jest istotna i bardziej sięga głębi człowieka, niż by się to na pozór mogło wydawać.
Kto czyta, niech rozumie. Kto nie uległ rewolucyjnemu postulatowi, który przywołałem powyżej w pierwszym zdaniu, ten rozumie.

Źródło