O wszystkim po trochu
0

Nie naga i nie ubrana

Kiedy człowiek przechodzi dzisiaj ulicą przeciętnego polskiego miasta (telewizja propaguje każdy grzech z szybkością światła), przypomina mu się baśń, w której od jednej z pozytywnych bohaterek pośród wielu, niemożliwych zdawałoby się do spełnienia, rzeczy, zażądano również, żeby przyszła do zamku nie naga i nie ubrana. Kobieta owinęła się wieloma warstwami sieci rybackiej i w ten sposób spełniła ów wymóg.

Dzisiaj nie można powiedzieć, że kobiety chodzą po ulicy nagie, często trudno jednak uznać, że są one ubrane, a sieć, którą się owijają, ma nadmiernie duże oczka. Ubiór przestaje spełniać swoją podstawową funkcję, to znaczy, zakrywanie ludzkiego ciała, a służy raczej do jego odkrywania i pobudzania ciekawości przy zachowywaniu pozorów, że coś tam jeszcze pozostaje zakryte.

Osiąga się to bardzo różnymi środkami. Obok strojów tak obcisłych, że, jak pisał Alistair MacLean, nie dałoby się pod nimi ukryć nawet kapiszona, obserwujemy ubrania tak luźne, że przy najmniejszym ruchu albo pochyleniu można oglądać niemal wszystko, co jest pod spodem. Przezroczyste materiały, koronki, niezwykle krótkie spódniczki i szorty, ogromne dekolty, jakieś szmatki, szyte tak, jakby (że znowu zacytujemy MacLeana) w połowie pracy krawiec zorientował się, że nie wystarczy mu materiału, ale mimo to postanowił dokończyć dzieła, tuniki tak krótkie, że rodzi się niepokój, czy dana niewiasta nie zapomniała włożyć dolnej części garderoby, sukienki przypominające nocne koszulki (a może właśnie to są koszulki), kabaretki i tak dalej, i tak dalej.

A jeżeli nawet na pierwszy rzut oka ubiór wydaje się przyzwoity, to często oczekują nas inne niespodzianki — przezroczyste wstawki, rozcięcia czy koronki w najmniej spodziewanych i odpowiednich do tego miejscach. Z przodu widzimy klasyczną elegancką bluzkę z kołnierzykiem zapinanym pod szyją, z tyłu koronka ukazuje plecy i biustonosz.

Właśnie! Może się wydawać, że funkcję zakrywania ciała przejęła dzisiaj nachalnie eksponowana bielizna, o ile dana białogłowa nie uznała jej jeszcze za przeżytek. W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku w szkole podstawowej w zdrowym odruchu chłopcy i dziewczęta pilnowali starannie, żeby bielizna pozostawała niewidoczna, a jej ukazanie się było „obciachem” i stanowiło powód do drwin. Dzisiaj zaś jedynie ona pozwala, aby większej części niewiast w przestrzeni publicznej nie oskarżyć o nieobyczajne, ekshibicjonistyczne zachowanie.

Co chcą zyskać kobiety tym nachalnym erotyzmem? Trudno powiedzieć, ponieważ często wrażenia estetyczne również są, delikatnie mówiąc, bardzo mało przyjemne. W każdym razie z pewnością taki strój jest na rękę niektórym mężczyznom. Bez wysiłku mogą obejrzeć dokładnie cały towar, żeby wybrać ten, który jest w najlepszym stanie.

Joanna i Bronisław Jakubowscy

Podobne
Królewicz czy żebrak?
Pokaż mi, w co się ubierasz, a powiem ci, kim jesteś
Gdzie ci mężczyźni?