O wszystkim po trochu
0

Pokaż mi, w co się ubierasz, a powiem ci, kim jesteś

Screen Shot 2013-11-05 at 5.43.20 PMUbranie ma jeszcze jedną funkcję, którą można by nazwać społeczną.

Całkiem niedawno po ubraniu można było poznać, z człowiekiem jakiego stanu mamy do czynienia. Rodzaj stroju, materiał, krój, a nawet kolorystyka wskazywały na grupę społeczną i zawód czy zajęcie danego człowieka. Bardzo wyraźnie widać to, na przykład, w przedwojennych książkach Agaty Christie czy felietonach Stefana Wiecheckiego (Wiecha). Ubranie było swoistym kodem kulturowym.

Było to bardzo wygodne, ponieważ pomagało uporządkować obraz świata, pozwalało zwrócić się do danej osoby we właściwy sposób. Piszemy: „było”, ponieważ, niestety, ta funkcja odzieży uległa nieomal całkowitej dezintegracji. Jej szczególną pozostałością jest strój duchowny, który, co z przykrością stwierdzamy, również ulega coraz głębszej erozji — niekiedy duchowni ubierają się już po prostu jak świeccy (nie: prawie jak świeccy). Innym przykładem takiego stroju są rozmaite mundury, coraz rzadziej noszone poza służbą, a także różne szczególne stroje, też zakładane wyłącznie podczas pracy a nie na co dzień (o ileż łatwiej rozpoznać w restauracji kelnera, jeśli nosi on frak i czarną (sic!) muszkę).

Poza tym istnieją jeszcze szczątkowe elementy takiej społecznej funkcji stroju. Podobno menedżerowie wysokiego szczebla rozpoznają się po sprowadzanych z Londynu butach, ale to już raczej nie kod kulturalny, tylko kod dla wtajemniczonych.

Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych przejeżdżałem autobusem bodajże linii 174 w pobliżu Dworca Centralnego w Warszawie. Na wysokości ulicy Nowogrodzkiej zauważyłem kobietę, którą w pierwszym momencie wziąłem za szaloną lub samobójczynię, ponieważ wydawało się, że chce wtargnąć na jezdnię. W następnych sekundach zdałem sobie jednak sprawę, że właśnie widziałem kobietę lekkich obyczajów, co rozpoznałem po wulgarnym, tandetnym stroju. Kiedy w kilka lat później na Ochocie dwie podobnie ubrane niewiasty wsiadły do autobusu, zastanawiałem się przez moment, czy nie parają się one podobnym procederem, ale nie byłem w stanie tego rozstrzygnąć, bo przy wulgarnym stroju zachowywały się całkiem zwyczajnie. Dzisiaj codziennie widuję na ulicach dziesiątki kobiet, które z pewnością uczciwie zarabiają na chleb, natomiast ich ubiór jest bardziej wulgarny niż strój nierządnic w latach dziewięćdziesiątych.

Niestety, w przypadku niemal całości społeczeństwa nie da się już odgadnąć, kim z zawodu jest dany człowiek ani do jakiego stanu należy. Kierowca autobusu bez wykształcenia bywa ubrany staranniej niż większość jego pasażerów, którzy często szczycą się tytułem magistra, a nawet stopniem doktora, i zajmują całkiem odpowiedzialne stanowiska w swoich biurach. Świat ubioru jawi się dzisiaj jako pstrokaty obraz chaosu.

Joanna i Bronisław Jakubowscy

Podobne
Gdzie ci mężczyźni?
O czym będziemy pisać?
Paw i papuga